Kiedy byłam dzieckiem chorowałam na jedną rzecz. Mianowicie na maszynę do waty cukrowej. Każdy festyn, święto miasta, czy przyparafialny odpust wiązał się z zakupem waty, która tak mi smakowała, że postanowiłam zdobyć ją dla siebie. Oczywiście jako dziecko nie miałam zbyt wielu opcji, dlatego też zwróciłam się do taty, który obiecał specjalnie dla mnie zmontować maszynę do robienia waty cukrowej. Moje marzenie wreszcie miało się spełnić. Czekałam i czekałam i czekałam… i się nie doczekałam. Obietnica poszła w zapomnienie, moje prośby też. Wiadomo, jak to bywa w gospodarstwie domowym – zwykle jest masa pilniejszych rzeczy do kupienia, niż na przykład głowica do waty cukrowej i inne elementy maszyny, ponieważ obiecało się dziecku taką skonstruować. Obeszłam się więc smakiem i postanowiłam, że kiedy będę dorosła, to taką maszynę zrobię sobie sama.

Lata mijały, a w głowie rodziło się tysiące pomysłów. Wraz z koleżanką postanowiłyśmy założyć swój mały biznes gastronomiczny – stoisko z watą cukrową. Początki bywają trudne, fundusze ograniczone, dlatego też szukałyśmy pomysłu taniego i chwytliwego. Przeglądając masy urządzeń gastronomicznych w internecie doszłam do wniosku, że maszyna do robienia waty cukrowej będzie idealnym wyborem na początek. Zakup tego urządzenia jest stosunkowo niedrogi. Wystarczy zainwestować bowiem około półtora tysiąca złotych i oto mamy przepiękną, różową maszynę, na dwóch kółkach, aby łatwiej było ją transportować. Do tego komplet barwników, bo teraz waty jednokolorowe są już niemodne i jeszcze worek cukru. Wszystko to można dostać w komplecie kupując urządzenie na jednym z portali aukcyjnych. Jedyną rzeczą, którą trzeba było dokupić były patyczki. Ponadto należy pamiętać, że jeśli chcemy cokolwiek sprzedawać na ulicach, czy festynach, zawsze należy mieć pozwolenie, gdyż potem mogą nas spotkać srogie kary.

Nasz pierwszy festyn okazał się strzałem w dziesiątkę. Byłyśmy jedynym stoiskiem sprzedającym watę, do tego kolorową. Na widok wielkiej, niebieskiej waty dzieciaki po prostu szalały. Utarg tego dnia przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Tak naprawdę maszyna zwróciła nam się już wtedy. Zachęcone tak spektakularnym sukcesem postanowiłyśmy działać dalej. Pracowałyśmy przez całe wakacje, pojawiałyśmy się na każdym festynie, dniach miasta, odpustach parafialnych. Wstawałyśmy skoro świt i pędziłyśmy w wyznaczone miejsce, aby zająć jak najlepszą pozycję. I to się udawało. Minusem była wielogodzinna praca w różnych warunkach atmosferycznych i higienicznych. Na szczęście, jako że pracowałyśmy we dwie, mogłyśmy robić sobie na zmianę przerwy. Przez trzy ciepłe, letnie miesiące zarobiłyśmy praktycznie tyle, że kilka kolejnych mogłyśmy odetchnąć z ulgą i myśleć nad rozwojem naszego biznesu również w innych kierunkach, takich jak lody czy gofry. Pomimo ogromnego zmęczenia i często pretensji ze strony naszych najbliższych czułyśmy, że ta niepozorna maszyna do robienia waty cukrowej otwarła nam wiele możliwości i perspektyw do dalszego działania. Warto było podjąć to wyzwanie. No i w końcu mam swoją własną watę cukrową.